Jarosław Kret i jego 24 godziny w Gorzowie

Jarosław Kret i jego 24 godziny w Gorzowie

Zwiedził część naszego miasta, wstępował do sklepów, rozmawiał z mieszkańcami. O anonimowości nie było mowy – gorzowianie od razu rozpoznali znanego prezentera. A to, że nie tylko go znają, ale także lubią,  udowodnili wieczorem. Na spotkanie do WiMBP przyszło naprawdę wiele osób. A wszystko dzięki Programowi „Dyskusyjne Kluby Książki”.

„Ja będę gadał kilka godzin!” – już na wstępie ostrzegał Jarosław Kret. I rzeczywiście nie kłamał! Spotkanie w największej sali WiMBP w Gorzowie Wlkp. trwało 3 godziny. Trudno było znaleźć wolne miejsce.
„Jest dużo wyższy, niż w telewizji! I jaki przystojny!” – śmiała się jedna ze słuchaczek, Pani Kasia.

 „To mój ulubiony prezenter pogody, ucieszyłam się, że będzie w Gorzowie, że będę mogła przyjść do biblioteki i go zobaczyć, i to za darmo” – dodała Pani Helena.
Większość nie tylko gorzowian, ale i Polaków, kojarzy Jarosława Kreta głównie z tego, że jest popularnym prezenterem pogody. Ale …

„Bycie Panem Pogodynkiem to jest taka czapka. Czapka niewidka”.

Bo gość gorzowskiej biblioteki wcale nie planował pracy w telewizji. Ba! Nawet od telewizji uciekał! Kiedy po raz pierwszy zaproponowano mu prowadzenie prognozy pogody – nie zgodził się. Jego ambicje były inne. Z wykształcenia egiptolog, stypendysta Uniwersytetu Kairskiego w Kairze. Następnie student afrykanistyki, a jeszcze później kulturoznawstwa w Instytucie Orientalistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Jemu w duszy grało coś zgoła innego niż występy przed kamerami. Chciał podróżować, fotografować i pisać książki.
„Już od dzieciństwa chciałem zbliżyć się do natury. Chciałem być leśnikiem. Ale nie tęsknię za zabijaniem zwierząt”.

Jarosław Kret jest wegetarianinem. Kiedy przebywa w Polsce, nigdy nie je mięsa. Dobrze, że także w Gorzowie wegetarianie mogą zjeść bezmięsne dania, bo…

Jarosław Kret spędził w Gorzowie cały dzień.

A sprawczyniami tego wydarzenia są dwie Panie: Elżbieta Niewiadomska, koordynator wojewódzki Dyskusyjnych Klubów Książki w podregionie gorzowskim i jej koleżanka Mariola Merxmüller-Jakubik. To właśnie one wpadły na pomysł, żeby zaprosić Jarosława Kreta do Gorzowa.
Spędził noc w naszym mieście. W ciągu dnia spacerował gorzowskimi ulicami, widział centrum Gorzowa, oglądał książki w księgarni. Ludzie uśmiechali się na jego widok. Wszyscy go rozpoznawali. A on tę sympatię odwzajemniał. Ogromne wrażenie zrobiła na nim wizyta w zabytkowej willi Hansa Lehmanna, gdzie oglądał stare mapy i zbiory. Jakaż była jego radość, kiedy znalazł książkę kucharską z dawnych czasów, a w niej przepisy, które musiały go naprawdę zainteresować. Nie tylko czytał, ale nawet fotografował!

Podczas obiadu w jednej z gorzowskich restauracji, prezenter i podróżnik kosztował wegetariańskich dań kuchni arabskiej. Czy mu smakowało i czy było przyrządzone rzeczywiście tak jak w krajach arabskich? – Jarosław Kret nie zdradził. Przyznał jednak, że choć w Polsce preferuje kuchnię bezmięsną, to w Indiach sprawy mają się zupełnie inaczej…

„10% społeczności indyjskiej to muzułmanie. To aż 130 milionów ludzi. Wpływ na kulturę jedzenia – ogromny. Nauczyłem się jeść mięso w Indiach. Ale dobrze przyrządzone” – wytłumaczył słuchaczom biblioteki Jarosław Kret.

„Indie… Poleciałem na 5 dni, zostałem na 5 lat. Zamieszkałem z piękną, indyjską aktorką”.

5 lat to mnóstwo czasu, ale jednak wrócił do Polski. Dlaczego? Bo w końcu przyjął ofertę prowadzenia prognozy pogody w telewizji. Namówiła go koleżanka. „Kto kupi twoje książki podróżnicze, skoro nikt nie wie, kim jesteś?” – pytała. I to go przekonało. Postanowił być „panem pogodynkiem” innym, niż wszyscy do tej pory. Chciał mówić do widzów prostym językiem, być kimś spontanicznym, radosnym, naturalnym, bez zadęcia. Takim, jakim jest na co dzień. To chyba zadziałało, bo mało który prezenter może się cieszyć aż taką sympatią widzów.

Jarosław Kret   Jarosław Kret   Jarosław Kret

„Szalenie się cieszę, że Państwo tak tłumnie przybyli” – nie pozostawał dłużny tym, którzy przyszli go posłuchać. „Jestem u Was po raz pierwszy i jestem pod ogromnym wrażeniem. Ta biblioteka jest w moim grafiku najfajniejszych bibliotek w pierwszej piątce|” – dodał.
Trzeba przyznać, że mówi pięknie. Chce się go słuchać. Nie zauważam na sali znudzonych słuchaczy, choć czasu od początku spotkania minęło już wiele. Mówi głównie o Indiach. To jego ukochane miejsce. Tłem do jego opowieści są zrobione przez niego fotografie.

„Jest mnóstwo stereotypów na temat Indii. Przyglądamy się im i tak naprawdę nie wiemy, z czym się te Indie je” – mówi. Zachęca Polaków do tego, aby nie bali się imigrantów. Według niego obce kultury to dla nas skarb. „My ich po prostu nie rozumiemy, ale tak naprawdę to kiedy zaczniemy ich rozumieć, to będziemy z nich czerpać!” – przekonuje Jarosław Kret.

To, że nasz gość kocha Indie, widać także po jego ubraniu. Do słuchaczy Dyskusyjnych Klubów Książki przyszedł w granatowej, indyjskiej marynarce, która swoim wyglądem przypomina mundur. Właśnie takie uwielbiał nosić miłośnik uniformów, Michael Jackson.
„Strój to przede wszystkich ochrona. Kiedy jest bardzo gorąco, to w krajach z okolic Sahary wszyscy zakładają dużo ubrań, żeby osłonić się przed słońcem.” – tłumaczył autor książek podróżniczych. Tylko u nas jest odwrotnie – zdejmujemy z siebie jak najwięcej odzieży. Ale przy tym wystawiamy ciało na szkodliwe promienie słoneczne. Współczynnik zachorowania na nowotwory jest u nas m.in. przez to bardzo wysoki.

I tu rozpoczął się prawdziwy pokaz mody. Pan Jarosław zaprezentował zebranym jedwabną, długą marynarkę – sherwani. „To prawie że narodowy strój indyjski, z okolic Azerbejdżanu. Jedwab. Wygląda na grube, ale blokuje słońce, oddycha. A kiedy przewiąże się chustę
w pasie, wygląda się prawie jak szlachcic! Kiedyś pół wsi za ten jedwabny kontusz można było kupić!” – opowiadał. Tych ubrań było oczywiście więcej i gdy Jarosław Kret skończył swoją opowieść, kilka pań chętnie poprzymierzało egzotyczne dodatki.

Nie obyło się także bez wspólnych zdjęć i autografów. Słowem – spotkanie jak najbardziej udane i naprawdę bardzo ciekawe. Jarosław Kret to po prostu osobowość. Warto więc nie tylko oglądać go za pośrednictwem telewizji, ale także odwiedzić Indie i inne kraje na kartach jego książek.

Aleksandra Modzelan

Leave a Reply