To nie tak powinno wyglądać

To nie tak powinno wyglądać

Rozmowa z Mirosławem Wieczorkiewiczem, dziennikarzem, fotoreporterem i znawcą żużla

Żużel to twoje życie, ale już chyba tego żużla niewiele widzisz, za to nadal czujesz doskonale, jak mało kto. To dlatego zaangażowałeś się w organizację imprezy charytatywnej w teatrze pod hasłem „Żużel – moje życie” na rzecz weteranów czarnego sportu?

– Jednak jeszcze trochę widzę. Bez szczegółów i detali, ale coś tam widzę. Natomiast jeżeli o chodzi o imprezę, to prosta konsekwencja mojej bliskiej znajomości z Bogusiem Nowakiem. Często się różnimy, nawet sprzeczamy, bo mamy różne poglądy, ale tutaj nie mogłem być obojętny. To, co on sam w pojedynkę robi dla byłych żużlowców, swoich kolegów z toru, zasługuje na uznanie i szacunek. Nie mogłem więc przejść koło tego obojętny. Musiałem się w to zaangażować i nawet fajnie nam to wyszło. Trochę szkoda, że jeszcze publiczność nie do końca dopisała, a trzeba było tym ludziom pomóc i przy okazji świetnie się zabawić na meczu, jakiego jeszcze nie było. Były przecież największe gwiazdy polskiego żużla latsiedemdziesiątych

Swoją droga, nie jest ci czasami przykro, że o dawnych mistrzach i idolach mało się pamięta, kiedy są już starzy, schorowani, często biedni i potrzebują pomocy?

– Oczywiście, że jest mi przykro. Dzisiaj w sporcie, nie tylko na żużlu, liczy się komercja, liczy się pieniądz i biznes. Nie ma miejsca na sentymenty. Stąd mój wielki żal, że ci ludzie, którzy kiedyś byli idolami, bożyszczami tłumów, a teraz często klepią biedę i brakuje im na lekarstwo, bo byli zatrudniani w tzw. zakładach patronackich na najniższych etatach i dostają teraz 1000–1200 złotych emerytury czy renty. A przecież w tamtych czasach sportowcy nie zarabiali tak jak dziś i nie mieli z czego odłożyć na starość. To nie tak powinno wyglądać. Tym bardziej wiec należy im pomóc.

Żużlem zajmujesz się od dziecka, a masz już trochę tych lat. Na żużlu nie tyle zjadłeś zęby, co prawie straciłeś wzrok. Podoba ci się ten obecny żużel, to co się w nim i z nim dzieje?

– Nie podoba mi się. Za dużo tego zawodowstwa jest w nim. Nie ma już w tym sporcie tej więzi, tej rodzinnej atmosfery. Nie ma miejsca na spontaniczność i prawdziwy sport. Drużyny to zbieranina, w której liczy się KSM. Liczy się wynik, liczy się pieniądz i biznes. Za dużo w tym wszystkim kalkulacji, wyrachowania i presji na wynik. Ale tak się dzieje, gdy rządzą ludzie, którzy się na tym nie znają, którzy traktują żużel jak biznes lub możliwość ugrania czegoś dla siebie. Dla nich liczy się wyłącznie to co dziś i teraz. Nie myślą o tym co jutro za miesiąc, za dwa lata. Dlatego mamy to, co mamy, włącznie z takim, a nie innym finałem mistrzostw Polski.

Byłeś na niemal wszystkich stadionach żużlowych w Europie, na największych imprezach światowych Co z tego świata pozostaje teraz, kiedy tracisz wzrok, niedowidzisz?

– Pozostają piękne wspomnienia i zdjęcia, które zrobiłem. Ponadto nawiązałem wiele przyjaźni z ludźmi żużla, w tym z zawodnikami z pierwszych stron gazet, którzy także o mnie pamiętają. Jak się spotykamy, to się serdecznie ściskamy, a jak mnie gdzieś nie ma, to o mnie pytają. To zawsze miłe, jak np. Tonny Ricardson czy Jasson Crump serdecznie cię pozdrawiają. Ale na żużel ciągle chodzę i robię zdjęcia. Na szczęście teraz są takie aparaty, że nie muszę widzieć szczegółów, ustawiać ostrości i wystarczy, że dostrzegam kontury, zarysy ludzi czy przedmiotów. Co prawda to już nie jest to, ale musi mi wystarczyć.

A Gorzów jest miastem przyjaznym dla osób niewidomych i niedowidzących?

– Nie bardzo, jak wszędzie. W obiektach publicznych nie ma żadnych udogodnień, a wystarczy np. pierwszy i ostatni schodek czymś okleić, by osoba niewidoma wiedziała, że schody się zaczynają lub kończą. Na mieście, poza normalnymi chodnikami i drogami, brakuje jednolitego oznakowania i sygnalizacji dla niewidomych. Weźmy chociażby sygnalizację dźwiękową na przejściach dla pieszych – na jednym przejściu coś piszczy, na drugim dzwoni; na jednym przycisk do świateł jest wyżej, na drugim niżej; jeden jest taki, drugi owaki… Naprawdę takie trudne jest ujednolicenie tego wszystkiego? No i jeszcze ludzie, którzy parkują samochody, gdzie popadnie, a najczęściej na chodnikach. I nie myślą o tym, że przez nich chodzenie po mieście jest dla nas nie tylko trudne, ale także bolesne, bo się potykamy, uderzamy i przewracamy.

J.D.

Leave a Reply